ALARM: pas zieleni jednak nadal zagrożony. Zarząd chce walczyć z decyzją miasta
Myśleliśmy, że po decyzji miasta sprawa pasa zieleni jest już bezpieczna. Że rozsądek zwyciężył. Że teren, który od lat pełni funkcję zielonego bufora naszego osiedla, pozostanie zielony.
Niestety - nic z tego.
Na ostatnim Walnym Zgromadzeniu, które odbyło się 15 czerwca, Prezes Przemysław Molenda odniósł się do sprawy miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego i działań Zarządu dotyczących naszego pasa zieleni. Z jego wypowiedzi wynika jasno: Zarząd nie zamierza pogodzić się z decyzją miasta, która zabezpiecza ten teren jako ZP, czyli teren zieleni urządzonej. Nazwał to „zielonym wywłaszczeniem” spółdzielni.
Innymi słowy: miasto ochroniło nasz park, a Zarząd chce z tą ochroną walczyć.
Co zrobiło miasto?
Miasto, mimo przeciwnych uwag ze strony SM „Dębina”, w projekcie planu miejscowego utrzymało dla pasa zieleni funkcję ZP. To bardzo dobra wiadomość dla mieszkańców. Oznacza to, że teren ma pozostać zielony, a nie stać się rezerwą pod przyszłą zabudowę.
To była decyzja rozsądna, zgodna z interesem mieszkańców i z dotychczasowym charakterem tego miejsca. Pas zieleni nie powinien nigdy stać się placem inwestycyjnym - i decyzja miasta to zabezpiecza. To nasza zielona przestrzeń, element jakości życia i wartości nieruchomości, przede wszystkim segmentów.
Dlatego ta decyzja miasta była tak ważna i dobra dla nas, segmentowiczów.
Co zrobił Zarząd? I jakie ma dalsze plany
Zarząd już wcześniej składał uwagi do MPZP, które zmierzały do zdjęcia ochrony pasa zieleni. Wnioskował m.in. o takie parametry, które mogłyby otworzyć drogę do innego wykorzystania tego terenu niż zieleń: nowej inwestycji mieszkaniowej, utwardzeń, dróg czy parkingów. Mówimy o kierunku, który w praktyce mógłby przygotować teren pod przyszłe działania inwestycyjne. Te wnioski na etapie tworzenia MPZP zostały przez miasto odrzucone.
Teraz dowiadujemy się, że Zarząd zamierza walczyć z decyzją miasta w sądzie administracyjnym. Uzasadnienie, którym posługuje się Zarząd, jest absurdalne. Jak oświadczył Prezes Molenda, nastąpiło tzw. „zielone wywłaszczenie spółdzielni” przez miasto i Zarząd jest zobowiązany do obrony majątku spółdzielni oraz dalszej walki o to w sądzie. Czy domyślasz się, kto na tym może coś ugrać? Bo my to wiemy.
Brzmi poważnie. Ale dlaczego mieszkańcy chcą, żeby ten teren pozostał zielony, a Zarząd najwyraźniej chce czegoś innego? Warto się nad tym chwilę zastanowić.
Czyj interes jest tu naprawdę broniony?
Zarząd mówi o uszczupleniu majątku spółdzielni. To zobaczmy, co nam miasto „zabiera”. W przypadku pasa zieleni uszczuplenie polega na tym, że działka może być wyceniona niżej, ponieważ jej funkcja została ograniczona do terenów zielonych. To jest zapis w księgach finansowych, po stronie aktywów dotyczących wartości działek, które spółdzielnia za nasze pieniądze wieczyście użytkuje. Wirtualny zapis, niemający wpływu na codzienne życie mieszkańców.
Co więc z interesem mieszkańców?
Tu perspektywa jest inna, bo dla mieszkańców ten teren ma wartość właśnie dlatego, że jest zielony. Nie dlatego, że rzeczoznawca wycenia go na mniej przez to, że ta część działki jest zielona i nie może być przeznaczona na cele inwestycyjno-mieszkaniowe. Dla nas bardzo dobrze byłoby, żeby teren ten pozostał zielony i żeby w przyszłości nie dało się go „zmonetyzować”.
Dla nas wartością jest cisza, zieleń, przestrzeń, bufor od Lasu Natolińskiego, brak dodatkowego ruchu, brak kolejnych samochodów, brak betonu pod oknami.
Jeżeli ktoś próbuje przedstawić walkę o zabudowywalność pasa zieleni jako „obronę majątku”, to warto powiedzieć jasno: to jest manipulacja.
Kto zyska, kto straci?
Wiemy, że zeszłoroczna zmiana statutu oraz prowadzenie procesu wykupu działek zostały przeprowadzone w ten sposób, żeby mieszkańcy nie mieli tego terenu na własność, co dawałoby im silne prawo weta. To były również dwa ważne działania mogące przygotowywać teren pod przyszłą inwestycję.
W przypadku uruchomienia inwestycji na tym terenie ogromna większość mieszkańców po prostu straci. Szczególnie właściciele segmentów, ale nie tylko oni. Straciliby wszyscy ci, którzy kupowali lub wybierali mieszkanie na osiedlu z przekonaniem, że obok mają zieleń, a nie potencjalny plac budowy. Straciliby ci, którzy cenią spokój, przestrzeń, przewietrzanie, drzewa i brak kolejnej zabudowy. Chciaż nie ma co się łudzić, to w zasadzie tylko segmentom zależy na tym, żeby pas zieleni był parkiem, ponieważ większość mieszkańców domów wielorodzinnych byłaby albo netralna albo za inwestycją na terenie parku.
Kto mógłby zyskać? To pytanie każdy powinien zadać sobie sam. Np. „znajomi królika”, którzy w np. losowaniu przeprowadzonym przez spółdzielnię mogliby „szczęśliwie wylosować” możliwość zakupu przyszłych nieruchomości, opłacić wkład, następnie pozostałe raty zgodnie z harmonogramem i ostatecznie wprowadzić się do nowych nieruchomości z widokiem na Park Natoliński.
Naprawdę bardzo trudno uwierzyć, że walka o zdjęcie ochrony z zielonego terenu jest prowadzona wyłącznie z troski o mieszkańców.
Propaganda o „korzyściach” dla domów wielorodzinnych
Już dziś widać, jak będzie wyglądać narracja Zarządu: że teren trzeba traktować jako majątek, że może kiedyś coś z tego będzie, że może dzięki temu pojawią się pieniądze na remonty, windy, elewacje albo inne potrzeby budynków wielorodzinnych.
To bardzo wygodna opowieść. „Ciemny lud to kupi” - bo dziś już i tak wiele „kupuje”.
Nie wygramy z takim modelem zarządzania, w którym decyzje o naszej przestrzeni podejmowane są bez pytania nas o zdanie i bez naszej realnej zgody. Jako segmenty nie jesteśmy w stanie tego zatrzymać: ani na Walnym, ani nawet przy trzech członkach Rady Nadzorczej z części segmentowej. Przypominamy, że dziś nie mamy ani jednego przedstawiciela, a większość w RN to „marzenia ściętej głowy”.
To Rada Nadzorcza wyznacza kierunek, a w tym organie decyduje większość. Nie ma dziś żadnych realnych szans na to, by segmenty miały jakikolwiek wpływ na to, co nas dotyczy. Każdy, kto uważa inaczej, wykazuje skrajną naiwność, naiwność małego dziecka. Niestety prawda jest brutalna: jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji, a czasu na działanie zostało niewiele. Wypieranie tego faktu albo łudzenie się, że sama zmiana prezesa cokolwiek zasadniczo zmieni, naprawdę nie przystoi ludziom myślącym logicznie.
Co powinien zrobić Zarząd
Po decyzji miasta Zarząd nie powinien iść do sądu i opłacać kolejnych kancelarii za nasze pieniądze, żeby walczyć z ochroną zieleni.
Powinien zrobić coś dokładnie odwrotnego: zaakceptować przeznaczenie terenu jako zieleni i wystąpić o obniżenie opłaty za użytkowanie wieczyste. Skoro teren ma ograniczoną funkcję planistyczną i nie może być traktowany jak teren inwestycyjny, istnieją podstawy, aby domagać się odpowiedniego obniżenia obciążeń.
To byłoby działanie realnie korzystne dla mieszkańców. Mniej kosztów, więcej zieleni, spokój na osiedlu.
Zarząd wybrał jednak inną drogę: spór z miastem i walkę o możliwość traktowania pasa zieleni jak majątku inwestycyjnego. Wszystko w „trosce o majątek spółdzielni”...
Po ostatnim Walnym maski opadły
Kto był na Walnym, ten widział atmosferę. Widział zdenerwowanie władz spółdzielni, nerwy, krzyki, próby dyskredytowania osób zadających pytania i próbujących uzyskać informacje, walczących w naszym interesie. Widział, jak traktuje się mieszkańców, którzy poświęcają swój czas, piszą pisma, analizują dokumenty i próbują patrzeć władzy spółdzielni na ręce.
Powstało swoiste „trio”, które nadawało ton tej atmosferze - można by je nazwać „trzema tenorami”: Przewodniczący Rady Nadzorczej, Prezes oraz Przewodniczący Walnego Zgromadzenia. To właśnie z ich strony padały podniesione głosy, przerywanie wypowiedzi i agresywne reakcje.
Kulminacja nastąpiła w momencie ostrego, publicznego ataku ze strony Przewodniczącego Walnego Zgromadzenia (zobaczymy, czy znajdzie się to w protokole z Walnego i jak zostanie opisane). Po słowach tego pana zapadła ciężka, wymowna cisza, taka, która mówi więcej niż jakiekolwiek komentarze. Sala zamarła. Cisza panowała przez kilka kolejnych kwadransów. Wiele osób było wyraźnie zszokowanych skalą agresji i sposobem potraktowania działającej dla dobra mieszkańców segmentów starszej osoby. Niestety tak to wyglądało - kto był, ten wie.
Już teraz rozumiemy, dlaczego tak wiele osób nie przychodzi na Walne. Prawdopodobnie nie chce przebywać pod jednym dachem w takiej atmosferze.
To była demonstracja siły i próba zastraszenia tych, którzy mają odwagę dociekać i zadawać pytania.
Nasza strona również została zaatakowana i widać, że władze spółdzielni zrobią bardzo wiele, żebyśmy nie mogli dalej działać. Padały też urojone argumenty, rodem z teorii spiskowych, np. ze strony Prezesa czy Przewodiczącego RN, np. że nasze „serwery są na Islandii, a domena na Cyprze”. Fantazjowanie spiskowe w słabym wydaniu... Jak ktoś ma pocztę w Gmailu, to jego serwery są w USA, poza Unią Europejską i obszarem EOG. Serio, odstawcie już tę fabrykę spiskowych bajeczek, bo wygląda to jak konkurs na największe samoośmieszenie. W tym całym bełkocie brakowało tylko stwierdzeń, że jesteśmy reptilianami, „ludźmi Sorosa”, „ruską onucą” albo „żydokomuną”. Widać, że nie podoba się władzom spółdzielni, że mieszkańcy czegoś się dowiadują. Lepiej działa się po cichutku, w gabineciku. Wszak o tym, co władze spółdzielni chcą zrobić z pasem zieleni, nie wiedzielibyście do dziś nic.
Podobno nagrania z Walnego zostały zabezpieczone na potrzeby ewentualnych działań prawnych. To istotne, ponieważ pełnienie funkcji w organach spółdzielni nie zwalnia z odpowiedzialności za publiczne wypowiedzi. Obrażanie mieszkańców, formułowanie wobec nich bezpodstawnych zarzutów, podsycanie konfliktu, lżenie, czy rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji podczas obrad może wiązać się z konsekwencjami prawnymi.
Koniec złudzeń
Po tym Walnym trudno już mówić o porozumieniu z obecnymi władzami spółdzielni. Nie mamy żadnego przedstawiciela w Radzie Nadzorczej. Nawet gdybyśmy mieli kilku, przy obecnym układzie sił niewiele by to zmieniło.
Decyzje zapadają w układzie, który nie reprezentuje interesów segmentów i nie słucha realnego głosu mieszkańców. Pas zieleni jest tego najlepszym przykładem.
Miasto zrobiło to, czego oczekiwali mieszkańcy: zabezpieczyło zieleń. Zarząd zamiast to uszanować, chce walczyć.