Dla księgowości SM "Dębina" 2+2=5. Żenująca wojna z jawnością. Kulisy podwyżki prezesa

18 maja 2026
Aktualności
Remont ogrodzenia przy ul. Belgradzkiej w SM Dębina

W spółdzielni mieszkaniowej pieniądze nie biorą się z powietrza. Każda złotówka wypłacona zarządowi pochodzi z kieszeni mieszkańców. Dlatego sprawa wynagrodzenia prezesa nie jest ciekawostką i nie powinna być „niewygodnym tematem” dla zarządu. To podstawowa informacja o sposobie gospodarowania majątkiem spółdzielni.

Tym bardziej bulwersuje sposób, w jaki przez wiele miesięcy utrudniano dostęp do dokumentów dotyczących wynagrodzeń zarządu. Zamiast prostej odpowiedzi, członkowie spółdzielni dostali festiwal zwłoki, uników, formalnych wybiegów i sztucznego komplikowania sprawy. Informacja, która powinna być dostępna jasno i bez ceregieli, była wydzierana kawałek po kawałku przez jednego z członków spółdzielni przez pięć miesięcy.

Najpierw 4 grudnia 2025 r. złożono normalny wniosek o udostępnienie dokumentów dotyczących wynagrodzeń. Zarząd nie odpowiedział merytorycznie. Po prawie czterech tygodniach, 30 grudnia 2025 r., zakwalifikował sprawę jako „skomplikowaną”, co miało na celu wydłużyć termin odpowiedzi z jednego miesiąca do dwóch. Już samo to było kuriozalne, bo nie chodziło o analizę strategiczną NASA, tylko o dokumenty, które spółdzielnia powinna mieć w segregatorach.

Potem minął również ten wydłużony termin. 4 lutego 2026 r. upłynęły dwa miesiące od wniosku, a odpowiedzi nadal nie było. Dopiero trzeba było pisać kolejne, ostateczne wezwanie z 9 lutego 2026 r., wskazujące wprost na przekroczenie terminu ze statutu i bezczynność Zarządu. Zamiast wtedy po prostu wydać dokumenty, Spółdzielnia poszła w kolejną rundę formalizmu: zażądała doprecyzowania, jakby nie rozumiała, czym są umowy, aneksy, uchwały Rady Nadzorczej i dokumenty stanowiące podstawę wypłat. Innymi słowy: najpierw wydłużono termin odpowiedzi do dwóch miesięcy, a następnie zaczęto sprawę od nowa pod pretekstem rzekomej nieprecyzyjności wniosku.

11 lutego 2026 r. trzeba było więc złożyć obszerne doprecyzowanie. Następnie 26 lutego 2026 r. Spółdzielnia wydała tylko część dokumentów. Po otrzymaniu części materiałów znów okazało się, że obraz jest niepełny. To wymusiło kolejne pismo - wezwanie do uzupełnienia z 5 marca 2026 r.

16 marca 2026 r. Zarząd odpowiedział, że kwestia wynagrodzenia prezesa była dostępna na stronie internetowej Spółdzielni jako pkt 4 protokołu nr 9 z posiedzenia Rady Nadzorczej z 6 października 2025 r. Tyle że protokół ten został opublikowany dopiero 16 marca 2026 r. (tego samego dnia co odpowiedź co odpowiedź ze spółdzielni), czyli długo po wezwaniu. To wyglądało nie jak jawność, tylko jak doklejanie jawności po fakcie.

A potem przyszła jeszcze odpowiedź z 27 kwietnia 2026 r., w której Spółdzielnia przyznała, że „Spółdzielnia nie dysponuje odrębnym dokumentem - uchwałą”, bo Rada miała uznać za wystarczające wskazanie w protokole. W efekcie członek spółdzielni przez prawie pięć miesięcy musiał pisać wniosek, doprecyzowanie, wezwania i kolejne pisma, żeby dowiedzieć się, że dokumentu, którego należało oczekiwać przy takiej decyzji, po prostu nie ma w odrębnej formie. Bezczelny, administracyjny tor przeszkód zbudowany po to, żeby zmęczyć pytającego.

Członek spółdzielni nie jest petentem proszącym o łaskę. Ma ustawowo zagwarantowane prawo dostępu do dokumentów spółdzielni, w tym do uchwał organów, protokołów, sprawozdań, faktur i umów. Spółdzielnia mieszkaniowa nie jest prywatnym folwarkiem zarządu, a informacja o wynagrodzeniu osób zarządzających wspólnym majątkiem nie jest tajemnicą dworską.

Jeżeli prezes albo członek zarządu rzeczywiście uważa, że „nigdy się nie dowiecie, ile zarabiam” (cytat wyjęty z ust członka zarządu), to jest to zdanie, które powinno zakończyć dyskusję o jego predyspozycjach do pełnienia funkcji w spółdzielni. Kto ma problem z jawnością własnego wynagrodzenia finansowanego przez członków, ten ma problem z samą istotą spółdzielczości. Prawo spółdzielcze i ustawa o spółdzielniach mieszkaniowych opierają się na kontroli członkowskiej, a nie na zarządzaniu zza kotary. W spółdzielni jawność nie jest fanaberią - jest bezpiecznikiem.

Kompromitacja księgowej. Prezesie, zwróć nadwyżkę na konto spółdzielni

Problem nie kończy się na samym dostępie do informacji. Decyzja Rady Nadzorczej zaakceptowała podwyżkę o 11,11%, pomimo że Przewodniczący Suchoński pierwotnie wnioskował o 22,22%, ale szczęśliwie pomysł został przez głosowanie odrzucony. Okazało się, że wynagrodzenie zostało wyliczone inaczej. To jest właśnie sytuacja, w której w naszej spółdzielczej księgowości 2+2 zaczyna dawać 5.

Sprawa jest wręcz podręcznikowa. Wynagrodzenie prezesa wynosiło 6.600 zł brutto (praca na pół etatu, rozliczana zadaniowo - nie godzinowo). Podwyżka o 11,11% od tej kwoty nie daje 7.400 zł. Daje około 7.333 zł. Żeby dojść z 6.600 zł do 7.400 zł, trzeba podnieść wynagrodzenie o 800 zł, czyli o około 12,12%, a nie o 11,11%. To nie skomplikowany model ekonomiczny, ale zwykłe działanie z poziomu czwartej klasy szkoły podstawowej.

Niestety, dla księgowości SM „Dębina” najwyraźniej takie działanie okazało się zadaniem zbyt trudnym.

Skoro wynagrodzenie zostało ustalone i wypłacane powyżej kwoty wynikającej z podwyżki 11,11%, prezes powinien zwrócić nadwyżkę na konto spółdzielni. A dokumenty z odpowiednią datą powinny zostać skorygowane zgodnie z decyzją RN będącą podstawą tej podwyżki.

A kiedy przy wynagrodzeniu prezesa 2+2=5, to mieszkańcy powinni zapytać: ile razy jeszcze i gdzie jeszcze się mylono? W jakich innych sprawach? To jest sygnał alarmowy. W spółdzielni księgowość nie może działać na zasadzie „jakoś to będzie”.

W wielu podobnych spółdzielniach i wspólnotach mieszkaniowych księgowość prowadzą profesjonalne podmioty zewnętrzne. Taki podmiot ma procedury, odpowiedzialność zawodową, standard kontroli i dystans wobec bieżących interesów zarządu. Zewnętrzna firma księgowa nie pozwoliłaby sobie na kreatywne liczenie wynagrodzenia prezesa, bo za taki błąd odpowiadałaby reputacyjnie, kontraktowo i finansowo. A jeżeli coś się nie zgadza, to po prostu nie przechodzi dalej.

U nas natomiast utrzymuje się kosztowny model wewnętrzny: etatowa księgowość, koszty osobowe, urlopy, narzuty, do tego drogie programy, licencje, obsługa systemów i stanowiska pracy. Mieszkańcy płacą na ten zbędny aparat. Dodatkowo warto zapytać, czy ta księgowość naprawdę służy kontroli finansów spółdzielni, czy raczej wygodnemu obsługiwaniu decyzji zarządu. Księgowość w spółdzielni nie powinna być miękkim zapleczem zarządu. Powinna być twardym filtrem, który zatrzymuje błędne wyliczenia, wskazuje brak podstawy, domaga się dokumentów i nie pozwala wypłacić ani złotówki bez jasnego umocowania. Jeżeli zamiast tego mieszkańcy widzą „2+2=5”, to trudno mówić o profesjonalizmie. To jest kompromitacja. I to nie jest jednostkowy przypadek.

Dlatego warto zadać pytanie, czy utrzymywanie takiej księgowości wewnątrz spółdzielni ma jeszcze jakikolwiek sens. Skoro za dziesiątki-setki tysięcy złotych otrzymujemy system, który nie daje ani przejrzystości, ani zaufania, ani bezbłędnej kontroli, to może czas skończyć z udawaniem, że wszystko musi być robione „u nas”, drogo, na etacie, pod ręką zarządu.

"Nie trzeba mieć krowy, żeby napić się mleka." Tak samo nie trzeba utrzymywać całego wewnętrznego aparatu księgowego, żeby mieć dobrze prowadzoną księgowość. Nowoczesne firmy, wspólnoty i coraz więcej rozsądnie zarządzanych podmiotów korzysta z outsourcingu: zleca księgowość wyspecjalizowanym firmom, które robią to zawodowo, taniej, sprawniej i z większym dystansem wobec bieżących interesów władz spółdzielni.

Profesjonalna firma zewnętrzna jest tańsza, bardziej niezależna i trudniejsza do wykorzystania do nietransparentnych księgowań. A przede wszystkim - miałaby jeden prosty obowiązek: liczyć tak, żeby 2+2 zawsze dawało 4, nawet jeśli zarządowi bardziej pasuje 5.

Podwyżka dla Prezesa jest banalnie prosta

Okazuje się, że proces podwyżki pensji prezesa można przeprowadzić bardzo łatwo. Wystarczy zwykłe głosowanie w Radzie Nadzorczej. Kilka osób podnosi ręce i zapada decyzja, która realnie obciąża wszystkich mieszkańców. Bez szerokiej dyskusji i bez rzetelnego uzasadnienia. Olbrzymia większość całego osiedla (nie tylko segmentów) uważa, że tej podwyżki być nie powinno i działania zarządu ocenia jako szkodliwe.

Dlatego Rada Nadzorcza powinna być realnym organem kontroli, a nie dekoracją. Coraz bardziej widać bierność, brak refleksu i brak odwagi. Rada, która nie potrafi skutecznie pilnować zarządu, sama wystawia sobie ocenę. Jeżeli większość członków Rady zachowuje się jak statyści, to faktyczną władzę przejmują osoby najbardziej zdeterminowane i najsprawniejsze w przepychaniu własnej linii. Szczególnie niepokojąca jest rola przewodniczącego Rady Nadzorczej. Widać tu zbyt bliską relację z prezesem, zbyt wygodną współpracę na linii formalno-prawnej, która nie służy członkom spółdzielni, tylko utrzymywaniu kontroli nad informacją i władzą w spółdzielni.

Szkodliwe zmiany w Regulaminie Rady Nadzorczej - ponowne głosowanie. Poprzednio RN się nie udało, więc zaczyna kłamać

Do tego dochodzi zapowiedź ponownego głosowania zmian w Regulaminie Rady Nadzorczej. Te zmiany były już raz odrzucone na ostatnim Walnym przez członków spółdzielni. Mimo to przewodniczący Suchoński (cała sala widziała, jak bardzo ucierpiało jego ego, gdy zmiany przepadły) zapowiedział, że trzeba je głosować ponownie, bo rzekomo regulamin musi zostać dostosowany do nowego statutu. Poniżej cytat z Protokołu nr 11 z posiedzenia RN z dnia 8 grudnia 2025 r.:

Zapowiedź ponownego głosowania nad tym co było głosowane

To jawne i bezczelne wprowadzanie mieszkańców w błąd. Podobnie było z ostatnią zmianą statutu (głosowaną o godz. pierwszej w nocy, jako 10. pkt porządku obrad - czerwiec 2025 - przy obecności garstki wytrwałych zwolenników działań władz spółdzielni. Wtedy wprowadzono szereg ważnych i niekorzystnych zmian w statucie otwierających drogę do przeprowadzenia inwestycji mieszkaniowej na pasie zieleni pod płaszczykiem "drobnych redakcyjnych zmian"). W tym przypadku, jeżeli konkretne zmiany zostały odrzucone, to nie można po prostu wracać z nimi pod hasłem „technicznego dostosowania”, licząc, że tym razem przejdą zmęczeniem czy nieuwagą. Dostosowanie regulaminu do statutu jest niepotrzebne (twierdzenie, że jest konieczne jest otwarciem furtki do przemycenia szkodliwych zmian) - nie może być pretekstem do przepchnięcia rozwiązań, które są szczególnie niekorzystne dla wszystkich członków spółdzielni.

Spółdzielnia to nie prywatny klub

Trzeba to powiedzieć wprost: takie standardy są nie do zaakceptowania. Członkowie spółdzielni nie są intruzami. To oni finansują działalność spółdzielni. To oni ponoszą skutki błędnych decyzji. To oni mają prawo wiedzieć, ile zarabia zarząd, na jakiej podstawie, kto podjął decyzję, jak ją policzono i czy została wykonana zgodnie.

Jeżeli prezes i członek zarządu mają problem z tym, że mieszkańcy poznają wysokości ich wynagrodzeń, nie powinni zarządzać spółdzielnią. Jeżeli Rada Nadzorcza nie potrafi skontrolować tak podstawowej sprawy, a dodatkowo nie służy członkom spółdzielni, powinna zostać rozliczona politycznie przez członków. Jeżeli ktokolwiek wspiera praktyki ograniczające jawność, trzeba pytać, czy działa w interesie spółdzielni, czy w interesie układu personalnego.

Sprawa podwyżki prezesa jest czymś więcej niż sporem o jedną pensję. To test, czy spółdzielnia jest jeszcze organizacją członków, czy już tylko strukturą, w której mieszkańcy mają płacić, milczeć i nie zadawać pytań. My znamy odpowiedź.

Załączniki:

Zasada rzetelności i uczciwości
Informacje zamieszczone na tej stronie są starannie opracowywane i zawsze sprawdzane przez nasz zespół oraz ekspertów danych dziedzin. Zależy nam, by to, co publikujemy, było rzetelne, przejrzyste i oparte na faktach.
Niezależny nadzór obywatelski
Strona pełni funkcję obywatelskiego nadzoru nad działaniami dotyczącymi segmentów. Opieramy się na jawnych źródłach, dokumentach i faktach, a wszystkie publikowane treści są sprawdzane pod kątem zgodności z interesem mieszkańców oraz zasadami transparentności. Naszym celem jest pilnowanie rzetelności decyzji podejmowanych przez nas - właścicieli segmentów.