SM "Dębina" i SMB "Jary" - ten sam 'modus operandi'. Gdy władze spółdzielni grają jak deweloper

10 marca 2026
Aktualności
Dębina i Jary - ten sam modus operandi. Gdy władze spółdzielni grają jak deweloper źródło: haloursynów.pl

W związku z kolejną podobną sprawą na Ursynowie warto przeczytać artykuł Sławka Kińczyka w haloursynow.pl: „Wielkie emocje na komisji. Ratusz premiuje deweloperów, a źle traktuje spółdzielnie?”. To ważny tekst, bo pozwala zobaczyć, że na Ursynowie coraz częściej powtarza się ten sam mechanizm: najpierw pojawia się opowieść o „racjonalnym wykorzystaniu terenu” i „szansie dla spółdzielni”, a potem zaczyna się gra o otwarcie gruntów pod inwestycje. To zjawisko jest bardzo niebezpieczne, bo dotyczy terenów, które mieszkańcy przez lata traktowali jako integralną część swoich osiedli. Sprawa opisana przez haloursynow.pl ma pod tym względem wiele podobieństw do tego, co wcześniej pokazaliśmy u nas.

Sprawa SMB Jary przy Dembowskiego nie jest wyjątkiem. To tylko bardziej jawna odsłona tego, co wcześniej pokazaliśmy na przykładzie naszej spółdzielni.

W obu przypadkach schemat jest ten sam. Najpierw grunt przestaje być częścią osiedla, którą trzeba chronić. Zaczyna być traktowany przez władzę jako własny zasób, z którego trzeba wycisnąć więcej, który trzeba zmonetyzować. Potem pojawia się dobrze znana opowieść o racjonalnym gospodarowaniu majątkiem, potrzebach mieszkańców i pieniądzach na remonty. A na końcu powstaje konsorcjum spółdzielni z deweloperem i rozpoczęcie budowy.

Tak wygląda dziś spór o Dembowskiego. W SMB Jary mówi się o tym wprost. Spółdzielnia chce nowej zabudowy mieszkaniowo-usługowej, tłumacząc to interesem mieszkańców i potrzebą zdobycia pieniędzy na stare zasoby.

U nas było bardzo podobnie, z różnicą że władze działały całkowicie w ukryciu. Działania władz naszej spółdzielni w sprawie budowy na pasie zieleni nie były jawne. Nie było uczciwego postawienia sprawy przed mieszkańcami. Nie było jasnego komunikatu, że chodzi o przygotowanie terenu zielonego pod przyszłe działania inwestycyjne (mówimy o pasie zieleni przylegającym do Rezerwatu przyrody "Las Natoliński" i objętym ochroną Studium, a dziś już MPZP). Wszystko rozbito na dokumenty, uchwały i formalne ruchy, których znaczenia mieszkańcy osiedla nie mogli odczytać. Z naszych dociekań i aktywnej działalności oraz zaangażowaniu wielu osób wynika, że plan wobec pasa zieleni był bardzo konkretny. Nie wszystko możemy dziś opublikować, ale zdobyliśmy wiele dodatkowych informacji.

Najważniejsze jest to, że w obu przypadkach logika pozostaje identyczna. Spółdzielnia przestaje działać jak zwykły administrator zasobów. Zaczyna myśleć jak właściciel gruntu, który szuka najlepszego wariantu jego przyszłej komercjalizacji. Raz robi to wprost, jak dziś SMB Jary. Innym razem robią to po cichu władze naszej spółdzielni - przez dokumenty planistyczne (uwagi do MPZP), zmiany statutowe i utrzymywanie pełnej kontroli nad gruntem.

W naszej spółdzielni kluczowe było jedno: mieszkańcy nie mieli zobaczyć całego obrazu. Dopiero zestawienie kolejnych faktów pokazało, że to były to wysiłki władz naszej spółdzielni wprost zmierzające do rozpoczęcia budowy na pasie zieleni. Najpierw działania wokół planu miejscowego. Potem nowy statut z narzędziami typowymi dla działań inwestycyjnych i gospodarczych. Na końcu utrzymanie sytuacji, w której wykup nie doszedł do skutku, a pełna kontrola nad gruntem została po stronie władz spółdzielni.

Dlatego sprawa Jary jest dziś ważna. Bo publicznie pokazuje coś, co u nas próbowano przeprowadzić bez rozgłosu. Tam konflikt już wybuchł. U nas przez długi czas miał pozostać niewidoczny.

Wniosek jest prosty. Problem nie leży już tylko w samej działce, ale w sposobie myślenia władz spółdzielni. Gdy teren przestaje być dobrem wspólnym mieszkańców, a staje się aktywem do przyszłego wykorzystania inwestycyjnego, mieszkańcy bardzo szybko schodzą z pozycji gospodarzy osiedla do roli przeszkody.

Co zrobiono w Jary, a co działo się u nas?

1. W Jary otwarcie próbowano dopuścić nową zabudowę mieszkaniowo-usługową. U nas władze spółdzielni najpierw próbowały osłabić ochronę pasa zieleni (otulina rezerwatu i Natura 2000) w planie miejscowym.
W SMB Jary spór dotyczy wprost możliwości nowej zabudowy na działce usługowej. U nas działania były niejawne, ale kierunek ten sam: stworzyć warunki, w których teren zielony przestanie być realnie chroniony i stanie się podatny na przyszłe przekształcenie.

2. W Jary argumentowano to potrzebą pieniędzy dla spółdzielni. U nas władze spółdzielni równolegle budowały formalne narzędzia do działań inwestycyjnych oraz własne zaplecze wśród wybranych mieszkańców domów wielorodzinnych.
W SMB Jary padają publicznie argumenty o ratowaniu zasobów i finansowaniu potrzeb osiedla. U nas także podobne informacje były przekazywane niektórym mieszkańcom domów wielorodzinnych - których wysokości czynszów oraz przede wszystkim funduszy remontowych zaczynają mocno uwierać. Równolegle pojawiły się rozwiązania statutowe i organizacyjne, które nie wyglądały jak zwykłe administrowanie istniejącym majątkiem, lecz jak przygotowanie gruntu pod działania inwestycyjne.

3. W Jary konflikt jest jawny. U nas kluczowe działania władz spółdzielni były ukryte, a mieszkańcy mieli nie zobaczyć całego mechanizmu.
Tam wojna toczy się publicznie - na komisjach, w mediach i w sporze o plan. U nas dopiero po czasie można było zobaczyć pełną sekwencję działań: ruchy wokół planu, zmiany formalne i utrzymanie kontroli nad gruntem. Z doświadczenia wiemy, że nasze protesty jako mieszkańców segmentów, pod których oknami miałaby powstać nowa inwestycja, zostałyby stłamszone - tak jak miało to miejsce w innych sprawach.

Nieprzypadkowo właśnie w tej części Ursynowa rośnie dziś presja na grunty należące do spółdzielni. Wolnych działek wystawionych po prostu na sprzedaż praktycznie już tu nie ma. To oznacza, że kto chce jeszcze budować, musi szukać terenu inaczej - przez porozumienia ze spółdzielniami, wpływanie na sposób myślenia ich władz i stopniowe otwieranie drogi do inwestycji od środka. Dlatego mieszkańcy powinni patrzeć szczególnie uważnie wszędzie tam, gdzie zaczyna się mówić o "racjonalnym wykorzystaniu terenu", "nowych możliwościach" i "szansie dla spółdzielni". Bardzo często za takimi hasłami nie stoi troska o osiedle, lecz próba uruchomienia ostatnich dostępnych rezerw gruntowych.

Załączniki:

Zasada rzetelności i uczciwości
Informacje zamieszczone na tej stronie są starannie opracowywane i zawsze sprawdzane przez zespół specjalistów oraz radców prawnych zajmujących się mieszkalnictwem i prawem spółdzielczym. Zależy nam, by to, co publikujemy, było rzetelne, przejrzyste i oparte na faktach.
Niezależny nadzór obywatelski
Strona pełni funkcję obywatelskiego nadzoru nad działaniami dotyczącymi segmentów. Opieramy się na jawnych źródłach, dokumentach i faktach, a wszystkie publikowane treści są sprawdzane pod kątem zgodności z interesem mieszkańców oraz zasadami transparentności. Naszym celem jest pilnowanie rzetelności decyzji podejmowanych w imieniu właścicieli.